Jak zakochać się w Maladze? Rozmowa z założycielką MyMalaga.pl.

Udostępnione przez http://www.mymalaga.pl/

Jakiś czas temu trafiłam na stronę http://www.mymalaga.pl/. Jest piękna, zawiera mnóstwo cennych informacji i kusi do wyjazdu. Oj, kusi… Zachowałam ją w zakładkach, w folderze bzik – tam lądują pomysły na wpisy na bloga.
Niedawno znów odwiedziłam tę stronę.  Pomyślałam, że taką ofertę musiał przygotować sztab ludzi. Skorzystałam z formularza kontaktowego i odpowiedziała mi Pani Joanna. Jak się okazało, człowiek orkiestra. Wymieniłyśmy kilka maili. Oto efekt.

Udostępnione przez http://www.mymalaga.pl/





BZIK: Na stronie jest bardzo dużo informacji. Musi Pani naprawdę dobrze znać miasto. Jak długo jest Pani w Hiszpanii? 

Joanna Karońska: W Maladze mieszkam od 2 lat. Zanim wyprowadziłam się do Hiszpanii widziałam miasto tylko raz na krótki weekend. Nie znałam języka ani kultury czy mentalności hiszpańskiej, nie wiedziałam nic o Maladze. Dzisiaj mogę powiedzieć, że w centrum znam jej każdą uliczkę, każdą restaurację czy skrót. Jednak wciąż uczę się i poznaje Malagę czy Andaluzję, w czym niezwykle pomocni są prawdziwi malagueños. Motywuje mnie do tego również MyMalaga, to dla niej zwiedzam i szukam miejsc mniej znanych czy godnych polecenia by móc później podzielić się wiedzą lub by innym było łatwiej. 
B: Skąd zatem pomysł, żeby wyjechać właśnie do Malagi? Co jest w niej takiego szczególnego? Bo między wierszami opisów na stronie łatwo wyczytać, że kocha Pani to miasto.
J.K.: Właściwie nie wybrałam Malagi, to ona wybrała mnie. Nigdy nie chciałam wyjeżdżać z kraju, bo we Wrocławiu miałam wszystko, czego potrzeba do szczęścia. Do wyjazdu, po długich negocjacjach, namówił mnie mój ówczesny partner, który otrzymał ciekawą ofertę pracy.To nie była emigracja zarobkowa, oboje pracowaliśmy na bardzo dobrych stanowiskach i niczego nam w Polsce nie brakowało. Postawiliśmy wszystko na jedną kartę, zaryzykowaliśmy by przez chwilę pożyć trochę inaczej, by przeżyć przygodę i spełnić marzenie o mieszkaniu w ciepłych krajach znacznie wcześniej niż na emeryturze :). Po wielkiej miłości do człowieka dzięki któremu / i dla którego się tu znalazłam została właśnie miłość do Malagi i wdzięczność za to, że dałam się namówić aby przyjechać tutaj :). 
Jednak fascynacja Malagą i Hiszpanią nie przyszła od razu. Jak każdy na emigracji musiałam zderzyć się z rzeczywistością, brakiem rodziny i przyjaciół, oczekiwaniami, które miałam i z tym co faktycznie było i tym co zostało w kraju, a przede wszystkim z hiszpańskim stylem bycia i życia. Początki nie były łatwe, jednak samo miejsce, słońce, wakacyjny klimat, chęć poznania Hiszpanii rekompensowało dużo. W dużej mierze to ludzie sprawili, że pokochałam to miejsce. Najpierw Ci lokalni, bo dzięki charakterystycznym krótkim blond włosom stałam się rozpoznawalna bardziej, niż w mojej rodzinnej miejscowości w Polsce. Gdy wchodzę do Mercado Central każdy dobrze wie, czego chce; gdy robię zakupy w lokalnym sklepie właściciel zawsze poleci dobre wino albo nigdy nie pozwoli stać w długiej kolejce wypuszczając bocznym wyjściem 😉 gdy z kolei kupuję ser, pan sprzedawca zawsze najpierw poplotkuje, poczęstuję winem i nowymi rodzajami sera. To są niuanse ale wszyscy znamy się z imienia i właśnie to buduję atmosferę, że jestem w domu. Pokochałam tą otwartość tutejszych mieszkańców, ich bezpośredniość i naturalną ekspresję. Dla nich nie jestem obca, nie jestem imigrantką, jestem ich. Z czasem pojawili się również rodacy, cudowni ludzie , z którymi dzieli się radości i smutki oraz to, co życie w Maladze daje każdego dnia. Bo moja miłość do Malagi, to właśnie ludzie, magia tego miejsca i atmosfery. To wszystko sprawia, że hasło przewodnie strony – You are where You need to be – w pierwszej kolejności dotyczy mnie, a chciałabym aby dotyczyło każdego, kto dzięki stronie znajdzie się w Maladze. 
Po dwóch latach jestem „przesiąknięta” Malagą i jeśli kiedyś będę musiała ją opuścić, tu na zawsze będzie moje serce i mój dom.
Udostępnione przez http://www.mymalaga.pl/
B: A pomysł na stronę? Dlaczego i dla kogo ją Pani założyła?
J.K.: Po pierwszym pół roku – nauki hiszpańskiego, bezowocnym szukaniu pracy, tęsknocie za krajem, nauki wspólnego życia w obcym kraju wyłącznie z partnerem, bez znajomych i rodziny – postanowiłam mimo wszystko zostać w Maladze i stworzyć coś swojego. 
Tak też powstała idea na stronę – by podzielić się doświadczeniem, wiedzą o mieście, ludziach (którą ja nabyłam z czasem), by pokazać proste rzeczy ( jak gdzie są centra handlowe czy jak poruszać się po lotnisku ), jak się odnaleźć tutaj (bo sama kiedyś musiałam do tego dojść) by wypromować Malagę i pokazać, że jest to świetne miejsce, o którym mało wiemy w Polsce. Nowe pomysły przychodziły z czasem, strona nigdy nie była i myślę nigdy nie będzie kompletna. Nauką prób i błędów uczyłam się grafiki, tworzenia strony, pisania zjadliwych tekstów, pozycjonowania strony i promowaniem na wszystkich możliwych portalach społecznościowych. Pomysł i przede wszystkim grafika strony przyjęła się, a moi współpracownicy/partnerzy zawodowi sami zaczęli się do mnie zwracać z propozycjami. Najpierw Academia Cile – szkoła językowa, w której sama się uczyłam hiszpańskiego (nie jestem nauczycielem, jedynie polskim partnerem), następnie Malaga Blanca –  nieszablonowe wycieczki po białych wioskach i Eloy Munoz Photography – jeden z najlepszych fotografów w Maladze. Ponadto od tego roku współpracuje z Malaga u Drive – polska wypożyczalnia na Costa del Sol i z właścicielami mieszkań do wynajmu na krótki czas. 
To nigdy nie był blog, lecz strona informacyjna, internetowy przewodnik po Maladze. Dziś MyMalagę mogę nazwać portalem, który w jednym miejscu ma dawać wszystko, czego potrzebuje turysta pierwszy raz przyjeżdżający do Malagi i Andaluzji. Kreowanie i budowanie strony, pomogło mi odkryć Malagę i okolicę, poznać jej historię, najlepsze restauracje, czy każdą małą uliczki. To właśnie też strona sprawiła, że pokochałam Malagę i zaczęłam się cieszyć miejscem, w którym mam okazję i szczęście żyć.


Udostępnione przez http://www.mymalaga.pl/



B: Zanim odwiedzający www.mymalaga.pl przejrzą wszystkie zakładki, zobaczą piękne zdjęcie na stronie startowej. Mnie zachwyciły migawki. Kto za tym wszystkim stoi?

J.K.: Jestem fotografem, edytorem zdjęć, edytorem treści, organizatorem wyjazdów, zajmuje się pozycjonowaniem strony, analizowaniem statystyk, marketingiem, poza tym organizuje spotkania Polonii Malaga. Migawki to efekt mojego życia w Maladze, zawsze z aparatem w torebce 🙂 Dzisiaj nie potrafię już inaczej i staram się go mieć po prostu przy sobie. Moi przyjaciele przyzwyczaili się już do tego, że każde wyjście do restauracji wiąże się w pierwszej kolejności z obfotografowaniem jedzenia, dopiero później spożywania ;), że każdy wyjazd poza miasto, wypad na plaże to również post na facebooku i instagramie i tysiące ujęć, by złapać właśnie ” to coś” :). 

Udostępnione przez http://www.mymalaga.pl/

B: To dużo pracy. Lubi ją Pani? 

J.K.: MyMalaga to ja, a ja to MyMalaga. Nie potrafię już żyć inaczej. Życzę każdemu przeżycia takiej przygody, tworzenie coś z niczego i aby tak niewielka rzecz dawała tyle radości i dumy. MyMalaga.pl to moje dziecko, które rozwinęło mnie na różnych polach, daje mi mnóstwo energii i życiowej siły, a przede wszystkim niesamowitą okazję współpracy i poznawania nowych ludzi. Malaga otworzyła mnie, jako osobę, zmieniła wcześniejsze podejście do życia, dała mi lekkość i zwykłą radość każdego dnia, za pośrednictwem strony chcę to przekazywać dalej. Moim marzeniem jest zarazić innych pozytywną hiszpańską energię, dać trochę słońca i pokazać miejsca o których nie słyszeli oraz przekonać, że za każdym razem warto tu wracać. W każdym tekście, próbuję przekazać to, co sama wiem lub udało mi się dowiedzieć, nie ma tam jedynie historii/opowieści zwykłego, codziennego życia w Hiszpanii, różnic kulturowych, anegdot, jaka jest Malaga „od kuchni” i  po prostu jak to jest tu żyć – to może w papierowej wersji przewodnika, który mam nadzieję uda się kiedyś wydać :). 

B: Bardzo dziękuję za rozmowę i udostępnienie zdjęć. Do zobaczenia w Maladze 🙂
Udostępnione przez http://www.mymalaga.pl/


Polecam Wam stronę, to kopalnia wiedzy i naprawdę pięknych zdjęć. Jeśli one nie zachęcą Was do wyprawy, to nie wiem co mogłoby to zrobić? Może miłość do sztuki? Pamiętacie wpis o Centro Pompidou Málaga

MyMalaga jest też na fejsbuniu pintereście, i instagramie. Zastanawiam się ile Pani Joanna sypia, bo wszystko takie aktualne… Podziwiam.

Udostępnione przez http://www.mymalaga.pl/

Rozmowa z Danielem del Rosal. Entrevista con Daniel del Rosal.

Daniel del Rosal (Madryt, 1983)
Bellas Artes (Universidad Complutense de Madrid) / ASP w Warszawie
Od 2006 żyje i tworzy w Warszawie.

Mam nadzieję, że zapis tej rozmowy przybliży Wam sylwetkę tego ciekawego artysty.
 

Daniel del Rosal, Beso 2-Pocał unek 2-81×65-Olej-Sprzedany
Pasaste el ultimo año de tu carrera de bellas artes en Polonia, ¿por qué aquí?   
                                                                                                                                                                                   

No fui nada original. Primero conocí en Madrid a un buen amigo ahora en la Facultad de Bellas Artes. Es de aquí, de Varsovia, se llama Kuba Słomkowski. Y gracias a él empecé a tomar más contacto con Polonia y en unas vacaciones que vine  aquí a Varsovia conocí a una chica. Entonces empezamos una relación … primero a distancia y después decidí venir aquí a pasar mi último año de estudios viviendo ya con ella. Ese fue mi primer año. Luego esta relación se terminó y continué mi vida en Varsovia porque la verdad es que,  habiendo probado, un año me supo a poco y quería conocer más la ciudad, conocer mejor el idioma y me quedé. Además en Madrid ya vi que los artistas tenían las puertas un poco más cerradas. El mercado ya estaba muy definido. Las galerías tenían ya sus artistas. Era más difícil, digamos, hacerse un hueco. Y como Varsovia estaba en un momento, digamos, más experimental en el que se están abriendo las galerías, todo está empezando, se está desarrollando la ciudad, como a lo mejor Madrid en los años 80, aposté por Varsovia.
Ostatni rok studiów w Akademii Sztuk Pięknych spędziłeś w Polsce. Dlaczego tutaj?

To historia jak wiele innych. Najpierw, w Madrycie, na Akademii Sztuk Pięknych, poznałem warszawiaka, Kubę Słomkowskiego, teraz już mojego dobrego przyjaciela. Z tego powodu zacząłem interesować się Polską i podczas jednych z wakacji, jakie tu spędziłem, spotkałem dziewczynę. Na początku był to związek na odległość, potem postanowiłem przyjechać tu na ostatni rok studiów i zamieszkać z nią. Później związek się rozpadł, ale ja nie wyjechałem z Warszawy, bo po roku wciąż byłem głodny tego miasta, chciałem je lepiej poznać, nauczyć się polskiego, dlatego zostałem. Poza tym wiedziałem, że w Madrycie drzwi dla młodych artystów były zamknięte. Rynek był już określony. Galerie miały swoich artystów. Trudno było znaleźć dla siebie miejsce. A Warszawa przechodziła wtedy fazę, powiedzmy, eksperymentalną, otwierały się nowe galerie, miasto się rozwijało, myślę, że tak jak Madryt w latach 80-tych.

Daniel del Rosal, modul 10 duzy

Era el año 2007. ¿Ha cambiado algo desde aquel entonces?                             
                                                                                                                                       
Hoy en día la situación en Varsovia no ha cambiado en el sentido en el que se continúa desarrollando y la situación en Madrid es aún peor, porque las condiciones para las pequeñas galerías y los jóvenes artistas han empeorado por las medidas que ha tomado el gobierno ante la crisis. Entonces, bueno, estas medidas han hecho que la situación en Madrid sea, en mi opinión, casi completamente inviable. Es mucho más práctico viajar a otro país para empezar la carrera artística, siempre y cuando, conozcas los idiomas. Y bueno, yo hice eso. Me quedé en Varsovia y empecé. También encontré en su día un buen trabajo, como profesor de español, que también es muy gratificante. Y bueno, ahora seguimos dedicándonos al arte, cada vez de forma más intensa, y cada vez, me conoce más la gente y tengo más instrumentos y recursos. Pero, en el extranjero, el mayor problema es la lengua. Al principio estaba muy limitado con eso.
To był rok 2007. Czy coś się od tamtego czasu zmieniło?

Dziś sytuacja w Warszawie wygląda podobnie jak wtedy, nadal się rozwija. Natomiast sytuacja w Madrycie z punktu widzenia małych galerii i młodych artystów jest dużo gorsza niż była, ze względu na kroki jakie powziął rząd w związku z kryzysem. Te posunięcia sprawiły, że sytuacja w Madrycie, moim zdaniem, jest nie do zniesienia. Dużo rozsądniej jest wyjechać za granicę aby zacząć tam karierę jako artysta, pod warunkiem, że zna się języki. Ja tak zrobiłem. Zostałem w Warszawie i zacząłem działać. Znalazłem też pracę jako nauczyciel hiszpańskiego. To bardzo satysfakcjonujące zajęcie. A teraz coraz bardziej poświęcam się sztuce, coraz więcej ludzi mnie zna i mam więcej instrumentów. Największym problemem jest język. Na początku bardzo mnie to ograniczało.

 

Daniel del Rosal, dywan 02 duzy
¿Cómo eso afectaba tu trabajo?
                                                                                                                                    
Sobre todo la gente, cuando no hablas el idioma local, de alguna u otra forma te trata de una manera diferente, eres extranjero. Sin embargo, aquí, cuando eres una persona que ya habla polaco de una manera fluida, con la que mantener una conversación en polaco, la mentalidad es otra, entonces ellos piensan: esta persona vive aquí, está estabilizado y claro, la sensación es diferente. Cuando tú ves que alguien está en Polonia y necesita expresarse en inglés para entenderse, la sensación que tienes es que no se va a “echar raices allí”, que está de una manera, digamos, pasajera y lo tratarás como a alguien que está de paso o de forma, en algún modo, más distante. Yo creo que la lengua ayuda a uno a que la gente le trate de manera más cercana.

Jaki to miało wpływ na Twoją pracę?

Przede wszystkim ludzie, kiedy nie mówisz w lokalnym języku, traktują Cię inaczej, jesteś obcokrajowcem. Jednak kiedy już mówisz płynnie po polsku, kiedy można z Tobą porozmawiać, podejście się zmienia, myślą: ten ktoś tu mieszka, ustabilizował się i odbierają Cię inaczej, niż gdybyś był tu, powiedzmy, przejazdem. Myślę, że język sprawia, że ludzie nawiązują bliższe relacje.

Has dicho „estabilice”.¿Tú crees que la gente espera de un artista que se estabilice?
                                                                                                                               
Siempre, en cualquier actividad, de cualquier tipo, sea cultural o no, sí que hace falta un poquito una base, una nave nodriza. Por lo menos mi manera de moverme, de actuar,  siempre se basa en eso. Porque siempre necesitas unos contactos, necesitas un poco de logística, necesitas conocer la ciudad donde te mueves, qué tienes a tu disposición. Son cosas que necesitan un tiempo. Que para algunos puede ser un año, para otros un mes. Pero sí que es verdad que cuanto más tengas amigos en un sitio y mejores contactos, por supuesto vas a tener más flexibilidad para actuar. Y vas a tener más capacidad de elección. 
Powiedziałeś „ustabilizował”. Myślisz, że ludzie oczekują od artysty, że się ustabilizuje?

Zawsze, w każdej sytuacji, nie koniecznie związanej z kulturą potrzebna jest baza,” statek matka”, przynajmniej w jeśli chodzi o mój sposób działania, chodzi o to, bo potrzebne są kontakty, potrzebna jest logistyka, powinieneś poznać miasto, w którym działasz, które masz do dyspozycji. To rzeczy, które wydają się absurdalne. Na przykład, kiedy zaczynasz organizować pierwsze wystawy potrzebujesz kogoś z furgonetką. Takie rzeczy wymagają czasu. Dla jednych to będzie rok, dla innych miesiąc. Prawda jest taka, że im więcej znajomych masz w danym miejscu i im lepsze kontakty, tym większą masz swobodę działania.

I masz większą możliwość wyboru. 
Daniel del Rosal, Risa 1-Śmiech 1-65x81cm-Akryl
He leído en alguna parte que con tu serie de trabajos, titulada “Ślad” querías demostrar o explicar cómo nuetros orígenes, nuestra procedencia influyen en la manera en que vemos las cosas. ¿Podrías decir algo más al respecto?
                                                                                                                 
Generalmente, tampoco hago un esfuerzo tan grande para explicar las cosas. A mí me gusta mucho más preguntar, que explicar. Y en la mayoría de los casos, de alguna u otra manera, llegamos a un acuerdo sin que ellos sepan del todo cuales son mis intenciones, o al menos sin que yo se las exprese. Y dejo que la obra lo exprese. Cuando la gente ve Ślad, entiende perfectamente la mezcla de elementos. Y esa idea, que a lo mejor se puede explicar de una forma más explícita, la gente la entiende simplemente mirando. Y muchos intentan ir más allá, empiezan a relacionar lo que ellos ven con los elementos que hay en el fotomontaje. Me gusta, porque de una forma un  inesperada ese juego que creo con “Ślad”, se convierte en una provocación para que la gente siga jugando e interpretando y empiezan a decir lo que ellos ven dentro de las fotos. Es un juego que a mí me encanta, y además continúa el discurso que yo quise dar con este conjunto de obras: qué ve una persona entendiendo los elementos que son idénticos pero que hace que la interpretación de cada cual sea diferente gracias a la cultura. Yo creo que las mejores explicaciones surgen del alumno cuando se le sabe hacer una buena pregunta. En ese sentido yo soy muy platónico.
Creo que lo mejor es invitar al espectador a la reflexión y después dejar que él interprete nuestra obra y, además, así, desde un punto de vista un poco egoísta para el artista, también nosotros aprendemos de lo que la gente nos dice, porque tiene mucho que aportar al significado de lo que contempla. Algunas veces, más que el propio artista.
Czytałam, że w przedostatniej serii prac, zatytułowanej „Ślad” chciałeś pokazać, czy wytłumaczyć, jak nasze pochodzenie wpływa na nasz sposób postrzegania rzeczy. Możesz coś do tego dodać?

Ogólnie rzecz biorąc nie staram się niczego wyjaśniać. Wolę pytać niż wyjaśniać. W większości przypadków, w ten czy inny sposób, (przypis tłumaczki: publiczność i ja) dochodzimy do porozumienia mimo, że oni nie wiedzą jakie były moje intencje. Przynajmniej ja o tym nie mówię. Niech mówią o tym moje prace. Kiedy ludzie widzą “Ślad”, doskonale rozumieją mieszankę elementów.  Dobrze odbierają tę myśl, choć może dałoby się ją przedstawić w bardziej bezpośredni sposób. Wielu z nich idzie dalej, zaczynają mówić o tym, co widzą. Podoba mi się to, że w nieco nieoczekiwany dla mnie sposób, seria “Ślad”  rozpoczyna grę, prowokuje ludzi do interpretacji, sprawia, że mówią co według nich jest  na zdjęciach. Bardzo się cieszę, bo to zgodne z myślą przewodnią serii, wszyscy mają przed oczami te same elementy, ale każdy może zobaczyć co innego, interpretacja zależy od  kultury. Dlatego myślę, że najlepsze wyjaśnienie, najlepszą definicję można usłyszeć od ucznia, jeśli wie się jakie pytanie mu zadać. Pod tym względem jestem zwolennikiem myśli platońskiej. Uważam, że najlepiej jest zaprosić widza do refleksji a potem pozwolić aby dokonał własnej interpretacji. To sprawia, że artysta, choć to może egoistyczne podejście, również się czegoś uczy od publiczności, bo jej wkład jest istotny.
Daniel del Rosal, modul 14 duzy

Y hablando del contacto con el público, ¿cómo se establece este diálogo?
                                                                                                                               
Hay gente más abierta, hay gente menos abierta. Yo, en algunas de mis exposiciones, he intentado crear un ambiente que sea un poco más interactivo, más lúdico, para que el visitante también actúe. Que no sea sólo el artista el que se expone ante los demás. Eso supongo que surge también de, por un lado, mi naturaleza un poco tímida, y por otro, de mi naturaleza curiosa. Yo también quiero entender cómo piensan los demás. Y quizá al no poder, ya sea por mi naturaleza tímida, o ya sea por que muchas veces son demasiadas personas las que van a las inauguraciones, no poder preguntar a cada una de ellas. Creo pequeñas dinámicas en las que ellos se expresan solos y yo puedo observarlos u observar el resultado. Un ejemplo muy sencillo fue que, en la primera exposición que hice de la serie de pinturas de “Pequeños placeres”, había una sala en la que había un DJ con música en la que algunos se atrevieron a bailar. Luego venían de bailar y se iban a la zona donde estaban los cuadros y se expresaban de otra manera que los que no habían estado allí bailando. Veían los cuadros de otra manera. También había un cuadro, que no tenía título y la placa donde debería estar el título era enorme y había una leyenda que invitaba al espectador a escribir su propio título y un rotulador colgando para que ellos pudieran escribir. Y salían títulos de lo más variado. Y luego había un juego más dinámico que es difícil de explicar en unos segundos, pero que hacía que la gente se expresara plásticamente con los ojos tapados ayudada por otra persona que no tenía los ojos tapados. La manera de relacionarse entre ellos, la reacción de la persona que sostenía el rotulador pero tenía los ojos tapados, al ver lo que había hecho con los ojos cerrados también era divertida. Me pareció una buena metáfora, porque muchas veces eso pasa: estamos haciendo cosas y hasta que no vemos el resultado no somos realmente conscientes de lo que estábamos haciendo. Siempre intento que el espectador se de cuenta de que es tan artista como cualquiera. Porque realmente la sensación que yo tengo es que los artistas somos artistas porque no podemos ser otra cosa (risas). Si pudiéramos ser otra cosa a lo mejor elegiríamos serlo y dedicarnos a una vida un poco diferente. La mayoría de los artistas somos artistas porque tenemos una naturaleza un poco obsesiva, se nos ocurre una idea y si no la llevamos acabo, sufrimos. Entonces somos artistas, entre otras cosas, por necesidad. Y yo reivindico también un poco la capacidad del espectador de ser artista por placer. Porque disfruta haciéndolo e incluso no se da cuenta.
Skoro mówimy o publiczności, jak nawiązujesz z nią ten dialog.

                                                                                                                                    

Są ludzie mniej i bardziej otwarci. Podczas niektórych z moich wystaw starałem się stworzyć atmosferę interakcji, ludyczną, aby widz również był aktywny, żeby artysta nie był jedynym, który obnaża się przed innymi. Przypuszczam, że jest to spowodowane z jednej strony moją nieśmiałością, a z drugiej, moją ciekawością. Ja też chcę zrozumieć jak myślą  inni. I ponieważ albo moja nieśmiałość, albo ilość ludzi jaka przychodzi na wernisaże, uniemożliwia mi zapytanie o to każdego z osobna, tworzę małe dynamiki, w których zwiedzający mogą wyrazić się sami, a ja mogę to obserwować lub obejrzeć rezultat. Takim prostym przykładem jest akcja zorganizowana podczas pierwszej wystawy prac z serii obrazów „Drobne przyjemności” . W jednej sali DJ puszczał muzykę, niektórzy odważyli się tam tańczyć. Potem szli do tej części, w której były obrazy i wyrażali się w zupełnie inny sposób niż ci, którzy nie tańczyli. Postrzegali obrazy w inny sposób.
Był również obraz, który nie miał tytułu. Plakietka, na której powinien być tytuł była olbrzymia. Był też napis, który zapraszał widzów do zatytułowania pracy według własnego uznania i flamaster na sznurku, aby mogli ten tytuł zapisać. Tytuły, które się pojawiały były bardzo różnorodne.
Była też inna gra, którą trudno mi opisać, która sprawiała, że ludzie wyrażali się plastycznie mając zawiązane oczy, przy pomocy drugiej osoby, która nie miała zasłoniętych oczu.  Relacje, jakie zachodziły między nimi i reakcja osoby, która rysowała z zasłoniętymi oczami na efekt jej pracy były bardzo zabawne.
Wydawało mi się to dobrą metaforą, ponieważ  często dzieje się tak, że robimy coś i dopóki nie zobaczymy rezultatu, nie jesteśmy w pełni świadomi co robimy. Zawsze staram się uświadomić widzowi, że jest artystą tak samo jak ja, czy ktokolwiek inny.
To dlatego, że odnoszę wrażenie, iż my artyści jesteśmy artystami ponieważ nie możemy być kim innym (śmiech). Gdybyśmy mogli być kim innym być może wybralibyśmy inne życie. Większość z artystów tworzy ponieważ mamy naturę w pewnym stopniu obsesyjną , przychodzi nam do głowy jakiś pomysł i jeśli go nie zrealizujemy, cierpimy. Dlatego, jesteśmy artystami, między innymi, z konieczności. I ja chcę podkreślić zdolność widza do bycia artystą dla przyjemności. Ponieważ sprawia mu to przyjemność, a nawet nie zdaje sobie z tego sprawy.
Daniel del Rosal, Movimiento 2-ruch 2-30x40cm-Akryl
                                                                                                    
¿Qué intentas decir con la, mencionada antes, serie más reciente de tus trabajos, llamada los “Pequeños placeres”?   
                     

Realmente es una reivindicación de algo que creo que se está utilizando como instrumento, eso no está ni bien ni mal realmente. Quiero reivindicar algo muy bueno que es el placer como objetivo último, como algo que con llegar a ello, no hace falta más. No necesitamos darle después de eso ninguna forma, no necesitamos contarlo siquiera, no necesitamos compartirlo. El placer como algo terapéutico, que no tiene ninguna relación con ninguna otra cosa fuera de esa actividad de placer. Esa especie de meditación, porque muchas veces entiendo el placer como una forma de meditar, de desconectarse de la vida cotidiana , que siempre está llena de preocupaciones.
Entonces, digamos, la expresión del placer se utiliza muchas veces para hacer que la persona que está viendo esa representación de un beso o una sonrisa, una persona tumbada en una cama, relajada, intenta llevar al espectador a consumir algo, a comprar algo . Lo que yo intento es simplemente cuando que quien mire al cuadro piense en el valor de hacer eso, sin más. Porque ese cuadro lo ha pintado alguien a quien le gusta hacer eso, lo reivindica como una acción a la que dar una forma más sincera, sin extras añadidos. Por eso deformo tenuemente la forma, para que el ojo reconstruya eso que está un poquito deconstruido y lo reinterprete y lo haga a su gusto y manera. Cuando una cara no termina de estar del todo formada , cuando está levemente fragmentada, cada uno va a hacer su puzzle mental a su gusto y manera. Por eso es una manera de reivindicar lo personal contra lo estandarizado.

Ahora existe, y esta palabra es muy fuerte, pero creo que hay que utilizarla, mucha falsedad con respecto a que muchas empresas intentan vender la idea de que nos tratan de una manera más personal, y en realidad su estrategia se basa en la estandarización. Yo, lo que quiero es intentar llevar al espectador a la interpretación del objeto y por eso no hago una pintura muy figurativa, aunque tiene grandes rasgos figurativos, deconstruyo la figura para que el ojo tenga su momento de libertad y reinterprete la figura a su gusto y manera, que quite y ponga aquello que le gusta y no le gusta.

Na co chcesz zwrócić uwagę, wspomnianą już przez Ciebie, najnowszą serią Twoich prac, zatytułowaną „Drobne przyjemności”?

To zwrócenie uwagi na coś, co moim zdaniem jest wykorzystywane jako instrument, co nie jest złym ani dobrym zjawiskiem. Ja chcę zwrócić uwagę na to co jest naprawdę dobre i to jest przyjemność jako cel sam w sobie, jako coś, co odnalezione sprawia, że nie potrzebujemy niczego więcej. Nie potrzebujemy nadać temu żadnej formy, ani opowiedzieć o tym, nie potrzebujemy się tym dzielić. Przyjemność jako forma terapii, nie związana z niczym poza samą czynnością przynoszącą przyjemność. To rodzaj medytacji, ponieważ pojmuję przyjemność jako formę medytacji, odcięcia się od życia codziennego, które pełne jest zmartwień. Powiedzmy, że to wyrażenie przyjemności,  jest często wykorzystywane aby sprawić, żeby widz, któremu pokazuje się tę reprezentację pocałunku, uśmiechu lub kogoś leżącego na łóżku, zrelaksowanego, kupił coś, dołączył do grona konsumentem. Ja natomiast chcę, aby widz patrząc na obraz pomyślał o wartości, jaką jest sama czynność, ponieważ ten obraz namalował ktoś, kto lubi to robić. Liczy się więc czynność w najprostszej postaci, bez zbędnych dodatków. Dlatego trochę zniekształcam formę, żeby oko musiało ją zrekonstruować i zreinterpretować według własnych upodobań. Kiedy twarz na obrazie nie jest do końca uformowana, kiedy jest lekko podzielona na części, każdy widz ułoży w myślach puzzle, według własnego uznania. To sposób na podkreślenie wagi  tego co osobiste w przeciwieństwie do tego co standardowe. Prowadzi się teraz, i to dość mocne słowo, ale myślę, że należy go użyć, politykę fałszu, która polega na tym, że wiele firm stara się nam wmówić, że traktują nas jako jednostki, kiedy w rzeczywistości ich strategia opiera się na standaryzacji. Ja chcę nakłonić widza do interpretacji tego co widzi, dlatego nie jest to malarstwo ściśle figuratywne, choć ma cechy figuratywne. Dekonstruuję  nieco postać, aby patrzący miała moment wolności i zinterpretował postać według własnego uznania, aby dodał lub ujął to co chce.
 
Daniel del Rosal, modul 05 duzy
Para resumir, ¿el placer lo sientes tú cuando pintas y quieres que lo sienta la gente cuando vea tus obras?
                                                                                                                                                         
Lo que busco, cuando pinto, es que la gente al mirar esos Placeres o esos cuadros simplemente se sienta bien y que no haya nada más. Y luego si me preguntan o leen la reflexión que he escrito sobre mi obra, podrán entender un poquito mejor por qué lo he pintado así. Pero, como ya he dicho, no siempre la gente tiene que interpretar las cosas como quiere el artista.

Reasumując, tytułową przyjemność odczuwasz Ty, kiedy malujesz i chcesz, żeby odczuli ją również widzowie?

Zależy mi na tym, aby ludzie patrząc na Przyjemności, czy na te obrazy po prostu dobrze się czuli, nic więcej. A potem, jeśli mnie zapytają lub przeczytają moje uwagi na temat danej pracy, będą mogli zrozumieć dlaczego namalowałem ją w ten właśnie sposób. Jednak, jak mówiłem, ludzie nie zawsze muszą interpretować rzeczy tak jak by tego chciał artysta.

Es imposible que lo haga.

Es imposible y es aburrido.
En resumen se podría decir que “Pequeños Placeres” es una representación del placer en sí, sin más, sin intentar representar ninguna otra cosa o sin intentar hacer llegar al espectador a otras conclusiones y una representación del placer con la intención de que el espectador ponga su granito de arena, que también exprese, digamos que continúe el diálogo. Es como una proposición y a la vez una pregunta. Bueno, cualquier proposición al final espera una respuesta.
To wręcz niemożliwe.   
Niemożliwe i nudne.
Reasumując można by powiedzieć, że “Drobne Przyjemności” to reprezentacja przyjemności samej w sobie, bez dodatków, bez prób przedstawienia przez nią czego innego lub wzbudzenia w widzu innych skojarzeń, to reprezentacja przyjemności z zamiarem skłonienia widza do udziału, do wyrażenia siebie i zabrania głosu. To jak propozycja i zarazem pytanie. Cóż, każda propozycja oczekuje odpowiedzi.
Daniel del Rosal, Sin título-Bez tytuł u-180x125cm-Technika mieszana
 
Haces ilustraciones, fotomontajes, pintas… ¿cuál es tu forma de expresión preferida? Si es que tienes una. ¿o es algo relacionado con el tema?
                                                                                                                          
Realmente mi forma de expresión preferida es la relatividad (risas). Dependiendo del humor que tengo, de qué me apetece hacer, de qué me preocupa en ese momento a cerca de mi vida o a cerca del mundo y qué posibilidades tengo para realizar esa idea , pues  hago una cosa u otra. Hay ideas que  son casi, en mi opinión, literarias, o son como contar un chiste en un bar y prefiero expresarlo con una ilustración, que no vale la pena hacer un cuadro, o que a mí, simplemente no me apetece. Y hay otras veces que tengo una idea que, a lo mejor es muy simple, pero plásticamente me parece que puede tener un resultado muy satisfactorio y en ese momento por lo que opto es por comprar un buen lienzo y coger los pinceles y ponerme a manchar.
La parte del ordenador es algo que también depende mucho de tu estado de humor. Por ejemplo, aquí en Polonia por ser en invierno tan nocturno, a lo  que a mí me invita es a estar con el ordenador tranquilamente sentado en un sitio con una buena taza de té, de café o de chocolate caliente o una sopa, o algo así, y tener el monitor dándome calor como los prehistóricos (risas), los trogloditas, los hombres de las cavernas tenían una lumbre…y diseñar cosas poco a poco. Luego también el ordenador es mucho más cómodo desde el punto de vista que, como trabajas con bites, cuando apagas el ordenador no tienes que recoger nada. Cuando estás pintando, trabajas con pintura y cuando quieres dejar de pintar hay pintura por todas partes, botes, hay que recoger muchísimo más. En ese sentido el ordenador es mucho más accesible y más rápido. Si tienes una idea rápida que quieres realizar en unas horas, el ordenador es mucho más cómodo.

Quizás en este mundo en el que tenemos, o por lo menos mi vida se fragmenta en espacios de tiempo muy cortos, en el que tengo que hacer cosas muy diferentes y desplazarme de un lado para otro, con bastante velocidad y frecuencia, el ordenador o algunos aparatos electrónicos para mí son una maravilla que me permiten hacer eso y que me condicionan a hacerlo a veces.
Y luego está la pintura que es cuando un día me voy al estudio y digo, voy a estar aquí unas horitas disfrutando, sin preocuparme de qué hora es. Depende, todo depende del estado del ánimo. Hay veces cuando vas al cine y te apetece ver una comedia romántica , hay otras que te apetece ver un documental bastante cruento sobre el Oriente Medio o sobre el tráfico de blancas en la Unión Europea. Y otras veces te apetece ver una de superhéroes.  El estado de humor también influye mucho en la forma en que a una persona le puede apetecer crear algo o realizar un proyecto.

Robisz ilustracje, fotomontaże, malujesz…. Jaka jest Twoja ulubiona forma ekspresji? O ile taką masz, a może forma zależy od tematu?
                                                                                                                                 
Prawdę mówiąc, moją ulubioną formą ekspresji jest relatywność (śmiech). W zależności od nastroju, w jakim jestem, od tego na co mam ochotę, co mnie martwi w danej chwili w związku z moim życiem czy sytuacją na świecie i od możliwości jakie mam aby zrealizować dany pomysł, robię różne rzeczy.
Są pomysły, które w moim odczuciu są prawie literackie, lub są jak opowiedzenie żartu w barze i wolę wyrazić je za pomocą ilustracji, ponieważ nie warto malować obrazu lub po prostu nie mam na to ochoty. Z kolei czasem mam pomysł, który może być bardzo prosty, ale wydaje mi się że, plastycznie, może mieć bardzo satysfakcjonujący efekt i wtedy postanawiam kupić dobre płótno, wziąć do ręki pędzle i zacząć malować.
Z drugiej strony mam komputer. Tu też dużo zależy od mojego nastroju.  Na przykład zimą w Polsce rządzi noc. Mam wtedy ochotę usiąść gdzieś z komputerem z filiżanką herbaty, kawy, gorącej czekolady, zupy czy czegokolwiek i ogrzewać się przy monitorze, jak jaskiniowcy, ludzie prehistoryczni, którzy mieli ogień… i spokojnie projektować. Poza tym komputer jest dużo wygodniejszy z tego względu, że pracujesz bajtami, kiedy wyłączasz komputer nie musisz niczego zbierać. Kiedy malujesz, na zakończenie sesji musisz posprzątać, zebrać dużo więcej rzeczy, wszędzie jest farba, słoiczki. Pod tym względem komputer jest dużo bardziej dostępny i szybszy. Jeśli masz jakiś szybki pomysł, który chcesz zrealizować w kilka godzin, komputer jest dużo bardziej wygodny.
W dzisiejszym świecie… a przynajmniej moje życie, dzieli się na krótkie okresy czasu, w których muszę robić przeróżne rzeczy, przemieszczać się z miejsca na miejsce z dość dużą szybkością i częstotliwością, komputer lub inne urządzenia elektroniczne są dla mnie czymś fantastycznym, co pozwala mi to robić a czasem warunkuje moją pracę.
Wracając do malarstwa, są dni kiedy idę do pracowni i mówię sobie: spędzę tu trochę czasu, z przyjemnością i nie będę się przejmował która jest godzina. To wszystko zależy od nastroju. Czasami idziesz do kina i masz ochotę obejrzeć komedię romantyczną, a czasem  chcesz obejrzeć krwawy dokument o Bliskim Wschodzie czy handlu kobietami w Unii Europejskiej. Kiedy indziej masz ochotę na historyjkę o superbohaterach. Nastrój wpływa też na formę w jakiej ktoś chce zrealizować swój projekt.
Daniel del Rosal, modul 11 duzy
Hasta hace poco tus trabajos estaban expuestos en la galería MiTo. ¿Y la próxima exposición, cuándo será?¿Cúales son tus planes para el futuro?                               

                                                                                      
Básicamente mis proyectos para el futuro son continuar o hacer aún más posible vivir del arte y hacer que llegue a la mayor cantidad de gente posible. Ahora mismo estoy con humor de pintar. Voy a pintar a todas horas (risas) y planes concretos a corto plazo no, pero creo que en dos, tres meses , si todo sale bien, toquemos madera, va a haber una exposición bastante buena en un lugar que la verdad que hace bastante tiempo que estoy encaprichado. Pero lo hablaremos un poquito más adelante cuando ya tengamos el pájaro en mano.

Do niedawna Twoje prace można było oglądać w Galerii MiTO. Kiedy możemy spodziewać się kolejnej wystawy? Jakie masz plany na przyszłość?

Plany na przyszłość związane są z tym, że chciałbym móc żyć ze sztuki, sprawić aby dotarła do jak największego grona odbiorców. Teraz chcę malować.  Będę malować o każdej porze dnia i nocy (śmiech) a konkretne plany na krótką metę: myślę, że to kwestia dwóch, trzech miesięcy, jeśli wszystko się uda, chcę zorganizować wystawę w miejscu, o którym od dawna myślę. Ale porozmawiamy o tym za jakiś czas, kiedy będę miał do tego podstawy.

¿Van a ser nuevos trabajos o seguirás con los placeres?
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                      Va a haber una cantidad bastante grande de trabajos nuevos. Sigue la serie de los pequeños placeres, pero con un tratamiento diferente.

To będą nowe prace, czy zamierzasz kontynuować serię “Przyjemności”?


Będzie dużo nowych prac. To kontynuacja serii “Drobne przyjemności” ale podejście do tematu jest nieco inne.

Pues, espero que todo salga bien y lo podamos ver dentro de esos pocos meses. Muchas gracias por la entrevista.
                                                                                                                                           
Lo vamos a ver. Gracias. 
Mam nadzieję, że wszystko się uda i za tych kilka miesięcy, będziemy mogli to zobaczyć. Dziękuję za rozmowę.

Zobaczymy. Dziękuję.

 
Wysłuchała Monika Mazur
Tłumaczenie Monika Mazur
Jesli chcecie zobaczyć więcej prac Daniela. Odwiedźcie jego stronę.